Bariera hydrolipidowa w praktyce R&D – projektowanie układów lipidowych: ceramidy, sterole i kwasy tłuszczowe

Kategoria: Badania i rozwój
13 min. czytania

Wybór składnika to dopiero początek

Ceramidy, cholesterol, kwasy tłuszczowe, skwalan, oleje roślinne – lista składników kojarzonych ze wsparciem bariery hydrolipidowej jest dobrze znana zarówno konsumentom, jak i technologom. Problem w tym, że skóra nie czyta ani pojedynczych pozycji z INCI, ani składników podkreślonych marketingowo na opakowaniu, a reaguje na zaprojektowaną formulację jako całość.

Z punktu widzenia technologa samo wybranie surowców kojarzonych ze wsparciem bariery jest więc dopiero początkiem. Później znaczenie mają również ich stężenie, wzajemne proporcje, postać, w jakiej występują w gotowym kosmetyku, sposób wprowadzenia do receptury oraz to, czy pozostają stabilne pod- czas przechowywania produktu.

W kontekście warstwy rogowej szczególnie ważne są lipidy znaj- dujące się pomiędzy korneocytami – przede wszystkim ceramidy, cholesterol i wolne kwasy tłuszczowe. Tworzą one wielowarstwowe struktury, które w dużej mierze odpowiadają za ograniczenie utraty wody oraz utrudniają przenikanie substancji z zewnątrz [1,2,3]. Oczywiście funkcjonowanie bariery nie zależy wyłącznie od lipidów – bardzo istotna jest również zawartość wody, naturalny czynnik nawilżający NMF, białka warstwy rogowej, fizjologiczne złuszczanie czy kwaśne środowisko powierzchni skóry. W dalszej części skupmy się jednak przede wszystkim na lipidach oraz na tym, co z ich fizjologii i charakterystyki rzeczywiście wynika dla osoby projektującej recepturę.

Ceramidy – sama obecność w INCI nie wystarczy

Ceramidy stanowią około połowy masy lipidów warstwy rogowej, a samo określenie „ceramid” obejmuje dużą grupę cząsteczek różniących się budową i właściwościami [1,2,3]. Każdy z nich składa się z kwasu tłuszczowego połączonego z zasadą sfingoidową, i właśnie od tych dwóch elementów pochodzą oznaczenia poszczególnych rodzajów.

Dobrym przykładem jest często spotykany w kosmetykach Ceramide NP: litera N oznacza niehydroksylowany kwas tłuszczowy, natomiast P – fitosfingozynę. W Ceramide AP część sfingoidowa pozostaje taka sama, ale A oznacza α-hydroksylowany kwas tłuszczowy [1]. Nazewnictwo to jednak nie wszystko. Z punktu widzenia formulatora ważniejsze jest to, że poszczególne ceramidy różnią się nie tylko budową, ale również właściwościami i dlatego nie powinny być traktowane jako równoważne składniki występujące pod innymi nazwami.

Co ciekawe, nawet Ceramide NP nie zawsze oznacza dokładnie to samo pod względem długości łańcucha kwasu tłuszczowego. W niewielkim badaniu opublikowanym w 2026 r. porównano kremy zawierające 0,5% Ceramide NP o różnych długościach łańcuchów. Preparat wzbogacony w dłuższe ceramidy C24–C30 skuteczniej wspierał odbudowę eksperymentalnie naruszonej bariery i lepiej poprawiał nawilżenie niż preparat zawierający Ceramide NP C18 [4]. Badanie obejmowało 21 zdrowych kobiet, dlatego nie należy na jego podstawie budować uniwersalnych zaleceń, ale zwraca uwagę na istotny z punktu widzenia R&D problem: sama nazwa INCI nie wskazuje cech surowca, które mogą mieć znaczenie dla jego działania.

Bardzo ważne jest również zachowanie ceramidów w recepturze. Z technologicznego punktu widzenia jednym z największych wyzwań jest ich trudna rozpuszczalność. Niektóre ceramidy wymagają odpowiednio dobranej fazy tłuszczowej oraz wysokiej temperatury (nawet powyżej 80°C) aby mogły zostać prawidłowo rozpuszczone [1]. Problem może pojawić się także później: podczas niekontrolowanego chłodzenia lub niewłaściwego przechowywania ceramid może ponownie wytrącać się w postaci kryształów, czyli ulegać rekrystalizacji. W badaniu przeprowadzonym przez Schild i wsp. formulacje zawierające ceramidy w postaci krystalicznej wykazywały słabszy korzystny wpływ na funkcję bariery [1]. Sama obserwacja jest właściwie bardzo logiczna, ale dobrze pokazuje, że stężenie ceramidu zapisane w recepturze to tylko część informacji. O jego rzeczywistym znaczeniu dla gotowego produktu decyduje również to, w jakiej postaci pozostaje on w formulacji.

Dlatego, wybierając surowiec ceramidowy, warto spojrzeć nie tylko na deklarowaną zawartość Ceramide NP czy Ceramide AP, ale również na jego formę, zastosowany nośnik, wymagania temperaturowe czy kompatybilność z docelową recepturą. W praktyce wygodnym rozwiązaniem bywają gotowe kompleksy zawierające kilka ceramidów, cholesterol i kwasy tłuszczowe, przy- gotowane w formie ułatwiającej ich wprowadzenie do formulacji. Inną możliwością są liposomy – pęcherzykowe struktury lipidowe, które mogą pełnić funkcję nośnika dla ceramidów. Oba te rozwiązania pozwalają ominąć część problemów związanych z samodzielnym wprowadzaniem trudno rozpuszczalnych ceramidów do receptur.

Sterole – niewielka różnica w budowie, duża różnica w funkcji

Drugim istotnym składnikiem lipidów warstwy rogowej jest cholesterol. Marketingowo często przegrywa z ceramidami, ale jego rola w barierze hydrolipidowej jest trudna do pominięcia. Współuczestniczy w tworzeniu warstw lipidowych i wpływa na ich właściwości fizyczne, dzięki czemu lipidy mogą tworzyć szczelną, ale jednocześnie odpowiednio elastyczną strukturę [1,3].

Wśród surowców kosmetycznych można spotkać także fito- sterole pochodzenia roślinnego: m.in. β-sitosterol, stigmasterol i kampesterol. Ich budowa jest podobna do cholesterolu, ale nie identyczna. Różnice dotyczą przede wszystkim, bocznego fragmentu cząsteczki, a w przypadku części fitosteroli również obecności dodatkowych wiązań podwójnych. Te pozornie niewielkie różnice mogą wpływać zarówno na ich zachowanie w formulacji, jak i aktywność biologiczną. Ciekawych danych dostarcza ba- danie, w którym oceniano wpływ miejscowo stosowanych fito- steroli sojowych na odbudowę wcześniej naruszonej bariery skórnej. Po celowym uszkodzeniu warstwy rogowej porównywano tempo jej regeneracji w miejscach traktowanych formulacją zawierającą fitosterole oraz samym podłożem. Po trzech dniach lepszą odbudowę funkcji barierowej obserwowano w obszarach, na które aplikowano preparat z fitosterolami [5]. Wynik ten nie rozstrzyga oczywiście, czy fitosterole mogą zastępować cholesterol w lipidach warstwy rogowej, ale pokazuje, że ich rola w kosmetyku może wykraczać poza samo działanie emoliencyjne.

Czy można potraktować fitosterol jako „roślinny cholesterol” i zamienić oba składniki w recepturze jeden do jednego? Nie do końca. Dobrym przykładem są wyniki badania Mana i wsp., w którym nawet estry cholesterolu nie zastępowały skutecznie wolnego cholesterolu w procesie odbudowy bariery hydrolipidowej [2]. Nie jest to bezpośrednie porównanie cholesterolu z fitosterolami, ale dobrze pokazuje, że nawet niewielka różnica w budowie cząsteczki może zmienić sposób, w jaki dany lipid zachowuje się w recepturze. Jeżeli więc celem projektu jest możliwie wierne odtworzenie lipidów warstwy rogowej – cholesterol po- zostaje najbardziej uzasadnionym wyborem, natomiast fitosterole mogą stanowić ciekawe uzupełnienie receptury ze względu na potencjał przeciwzapalny.

Kwasy tłuszczowe – wolne czy związane?

Kwasy tłuszczowe są prawdopodobnie najbardziej niedocenia­nym elementem lipidów warstwy rogowej. Ceramidy są często eksponowane jako główny składnik produktów barierowych, cholesterol pojawia się obok nich w recepturach inspirowanych składem lipidów skóry, a kwasy tłuszczowe bywają niesłusznie sprowadzone do stwierdzenia, że „przecież są obecne w ole­jach”. Owszem, są – ale najczęściej nie w postaci wolnej.

Główną frakcję lipidową większości olejów roślinnych stanowią trójglicerydy, czyli estry glicerolu i trzech kwasów tłuszczo­wych – zarówno nasyconych, jak i nienasyconych [6]. Jeżeli więc np. olej słonecznikowy jest bogaty w kwas linolowy, oznacza to przede wszystkim wysoki udział tego kwasu związanego w trój­glicerydach. Trzeba jednak rozdzielić dwa pojęcia: olej bogaty w określony kwas tłuszczowy oraz ten sam kwas zastosowany w recepturze w postaci wolnej nie są tym samym surowcem. Oczywiście nie odbiera to olejom ich wartości. Mogą działać na­tłuszczająco, ograniczać utratę wody oraz dostarczać tokoferoli, fitosteroli i innych składników frakcji niezmydlającej [6].

Skóra może również wykorzystywać kwasy tłuszczowe pocho­dzące z oleju. Ciekawych danych dostarczyło w 1974 r. jedno z pierwszych badań tego zagadnienia u ludzi. U pacjentów z kli­nicznie potwierdzonym niedoborem niezbędnych kwasów tłusz­czowych dwutygodniowa aplikacja oleju słonecznikowego bo­gatego w kwas linolowy zwiększyła jego zawartość w lipidach naskórka, obniżyła TEWL, a u osób ze zmianami łuszczącymi poprawiła również wygląd skóry [7]. Badanie obejmowało zale­dwie trzech pacjentów i bardzo szczególną sytuację kliniczną, dlatego nie można jego wyników bezpośrednio przenosić na zdrową skórę. Pokazuje jednak, że po aplikacji oleju jego lipidy nie muszą pozostawać wyłącznie na powierzchni skóry w nie­zmienionej postaci.

Jednym z mechanizmów, które mogą prowadzić do dalszych przemian lipidów na powierzchni skóry, jest działanie lipaz wy­twarzanych przez mikroorganizmy tworzące mikrobiom. Enzymy te mogą hydrolizować trójglicerydy i uwalniać z nich wolne kwasy tłuszczowe. Najlepiej poznanym przykładem jest Cutibacterium acnes, którego lipazy rozkładają trójglicerydy obecne w sebum, szczególnie w obrębie mieszków włosowych. Podobną aktyw­ność wykazują również drożdżaki z rodzaju Malassezia [8]. W wy­niku tych przemian do puli wolnych kwasów tłuszczowych na powierzchni skóry trafiają m.in. kwasy palmitynowy, stearynowy, oleinowy oraz charakterystyczny dla ludzkiego sebum kwas sapienowy. Nie są one wyłącznie produktami rozpadu lipidów – uczestniczą również w utrzymaniu kwaśnego środowiska po­wierzchni skóry, a część z nich wykazuje bezpośrednie działanie przeciwdrobnoustrojowe [8].

Znaczenie dla formulacji ma również rodzaj zastosowanego kwasu tłuszczowego. Kwas oleinowy (Oleic Acid) jest jednym z najlepiej opisanych przykładów kwasu tłuszczowego zwiększającego przenikanie przez warstwę rogową. Jego wpływ na lipidy skóry wiąże się ze zmianą ich uporządkowania i zwięk­szeniem przepuszczalności bariery [9]. Jeżeli więc projektujemy produkt, którego zadaniem jest ułatwienie przenikania składnika przez skórę, taka właściwość może być bardzo cenna. W ko­smetyku przeznaczonym przede wszystkim do wsparcia już osłabionej bariery nie zawsze będzie jednak efektem pożąda­nym. Nie oznacza to również, że należy automatycznie unikać olejów bogatych w kwas oleinowy – wolny kwas tłuszczowy zastosowany w określonym stężeniu oraz ten sam kwas zwią­zany w trójglicerydach naturalnego oleju to dwie różne sytu­acje formulacyjne.

Ciekawym kontrastem jest wazelina, która nie dostarcza skórze ani ceramidów, ani wolnych kwasów tłuszczowych, a mimo to pozostaje jednym z najskuteczniejszych składników okluzyjnych. Ograniczając odparowywanie wody z powierzchni skóry, może skutecznie zmniejszać TEWL, wspierać nawilżenie warstwy ro­gowej oraz poprawiać funkcjonowanie bariery hydrolipidowej [10]. Pokazuje to, że wsparcie bariery nie musi oznaczać dostarczania wyłącznie składników podobnych do tych naturalnie występują­cych w skórze. Jeżeli priorytetem jest szybkie ograniczenie utraty wody, np. w produkcie dla skóry bardzo suchej czy narażonej na częsty kontakt z detergentami, silna okluzja może być równie ważna jak odpowiednio dobrany profil kwasów tłuszczowych. Co więcej, podczas projektowania kosmetyku barierowego nie trzeba wybierać pomiędzy tymi dwiema drogami. Mogą one bar­dzo dobrze się uzupełniać, łącząc ochronę powierzchniową i ograniczenie utraty wody z bardziej fizjologicznym uzupełnia­niem lipidów warstwy rogowej.

Przy kwasach tłuszczowych i olejach pozostaje jeszcze jedna bardzo praktyczna kwestia – stabilność oksydacyjna. Dobry profil kwasów tłuszczowych niewiele pomoże, jeżeli faza olejowa nie pozostanie stabilna przez cały okres trwałości produktu. Pogorszenie zapachu czy zmiana barwy są wtedy najbardziej oczy­wistymi, bo widocznymi dla użytkownika, sygnałami problemu. Jego istota znajduje się jednak głębiej – w niewidocznych gołym okiem zmianach zachodzących w składzie chemicznym fazy tłuszczowej. Utlenianie lipidów przebiega jako reakcja łańcucho­wa z udziałem reaktywnych form rodnikowych i prowadzi do powstawania kolejnych produktów utleniania. W efekcie zmienia się nie tylko jakość sensoryczna produktu, ale również skład fazy olejowej, a wraz z nim przewidywalność całej formulacji [6]. Dlatego w przypadku olejów bogatych w wielonienasycone kwasy tłuszczowe odpowiedni system antyoksydacyjny, wa­runki przechowywania i właściwie dobrane opakowanie nie są wyłącznie technicznym zabezpieczeniem receptury. W pro­dukcie projektowanym z myślą o osłabionej barierze wpływają również na to, czy faza olejowa zachowa swoje właściwości przez cały okres trwałości.

1:1:1 – od fizjologii do receptury

Podczas omawiania lipidów warstwy rogowej bardzo często można spotkać się z proporcją ceramidów, cholesterolu i wol­nych kwasów tłuszczowych wynoszącą około 1:1:1 [1,2]. Łatwo byłoby więc założyć, że w recepturze należy zastosować np. 1% ceramidów, 1% cholesterolu i 1% kwasów tłuszczowych. Haczyk polega na tym, że nie o takie proporcje chodzi.

W publikacjach stosunek 1:1:1 podawany jest przede wszystkim w ujęciu molowym, czyli, w dużym uproszczeniu, odnosi się on do liczby cząsteczek poszczególnych lipidów, a nie do ich masy. Ceramid, cholesterol i kwas tłuszczowy mają różne masy czą­steczkowe, dlatego 1% + 1% + 1% w recepturze nie jest bezpo­średnim odwzorowaniem fizjologicznej proporcji 1:1:1.

 Co więcej, również tej proporcji nie należy traktować jak sztyw­nej reguły. W badaniu Mana i wsp. obecność wszystkich trzech grup lipidów w równomolowych ilościach pozwalała na prawidłowy przebieg odbudowy wcześniej naruszonej bariery, a zmia­na ich wzajemnych proporcji wpływała na tempo tego procesu – zwiększenie udziału jednego z lipidów do około trzykrotności pozostałych mogło regenerację dodatkowo przyspieszać [2]. Oczywiście nie chodzi o to, aby po przeczytaniu publikacji za­mienić 1:1:1 na kolejne obowiązkowe 3:1:1 – tym bardziej że ba­dania Mana i wsp. prowadzono głównie na modelu zwierzęcym, a obserwacje na uszkodzonej skórze ludzkiej miały charakter wstępny [2]. Znacznie istotniejszy jest inny wniosek: wzajemna proporcja lipidów sama w sobie jest jednym z parametrów, które można optymalizować. Fizjologia daje bardzo dobry punkt od­niesienia, lecz niegotową tabelę procentową do przepisania do receptury.

Emulsje ciekłokrystaliczne i struktury  lamelarne – gdzie jest różnica?

W kontekście kosmetyków wspierających barierę hydrolipidową często pojawiają się dwa określenia: emulsja ciekłokrystaliczna i struktura lamelarna. Są one ze sobą mocno powiązane, ale nie oznaczają dokładnie tego samego.

Ciekły kryształ to stan pośredni pomiędzy typową cieczą a kla­sycznym kryształem. Cząsteczki nadal zachowują pewną swo­bodę ruchu, ale jednocześnie są ułożone w bardziej uporząd­kowany sposób. W kosmetykach takie struktury mogą powstawać przy odpowiednim połączeniu emulgatora, koemulgatorów, składników fazy tłuszczowej i fazy wodnej [11,12]. Bardzo istotny jest również przebieg procesu technologicznego, w tym tem­peratura oraz sposób chłodzenia emulsji.

Jedną z możliwych form takiego ułożenia jest struktura lame­larna, czyli warstwowa. Cząsteczki o części hydrofilowej i lipo­filowej tworzą kolejne warstwy, pomiędzy którymi znajduje się woda oraz rozpuszczone w niej składniki receptury. Najprościej można więc wyobrazić sobie naprzemiennie ułożone bardzo cienkie warstwy o charakterze lipidowym i wodnym. Dlatego też w praktyce formulacyjnej często spotykamy lamelarne fazy cie­kłokrystaliczne. Określenie „ciekłokrystaliczna” opisuje charakter fizyczny układu, natomiast „lamelarna” określa sposób rozmiesz­czenia cząsteczek. Nie są to jednak stuprocentowe synonimy. Istnieją również bardziej sztywne lamelarne struktury żelowe, dlatego nie każdą strukturę warstwową należy automatycznie nazywać ciekłym kryształem.

Z punktu widzenia produktów dla skóry suchej i z osłabioną barierą jest to bardzo ciekawy kierunek. Odpowiednio przygo­towane emulsje ciekłokrystaliczne mogą tworzyć uporządko­wane środowisko dla składników fazy tłuszczowej oraz wpływać na zatrzymywanie wody, stabilność i właściwości sensoryczne produktu. W badaniu z 2023 r. przygotowano cztery emulsje O/W z wykorzystaniem różnych systemów emulgujących i w każ­dej potwierdzono obecność lamelarnych struktur ciekłokrysta­licznych. Wszystkie badane formulacje zwiększały nawilżenie skóry i ograniczały TEWL [11]. Nie jest to dowód, że za cały ob­serwowany efekt odpowiadała wyłącznie lamelarność, ponieważ w badaniu nie zastosowano identycznej emulsji pozbawionej takiej struktury jako kontroli. Wyniki te jednak potwierdzają, że emulsje ciekłokrystaliczne nie są jedynie ciekawostką z mate­riałów marketingowych, ale realnym narzędziem formulacyjnym dla technologów.

Co więcej, badania wskazują, że sama zmiana emolientu może wpłynąć na rodzaj powstającej struktury ciekłokrystalicznej, a w konsekwencji także na reologię i właściwości sensoryczne emulsji [12]. To jeden z powodów, dla których sam wybór „emul­gatora ciekłokrystalicznego” z katalogu dostawcy niestety nie wystarczy. Ostateczna struktura produktu jest efektem całej receptury i procesu technologicznego.

Rozwiązania tego typu są szczególnie interesujące w kontek­ście bariery hydrolipidowej, ponieważ lipidy warstwy rogowej również tworzą uporządkowane struktury warstwowe [1,3]. Nie chodzi oczywiście o dosłowne odtwarzanie budowy skóry w kosmetyku, ale o wykorzystanie podobnych zasad podczas projektowania środowiska, w którym znajdują się lipidy obec­ne w formulacji.

pH – więcej niż ostatnia korekta receptury

pH bardzo łatwo potraktować jako parametr ustawiany na samym końcu procesu, jednak w produkcie ukierunkowanym na wspar­cie bariery hydrolipidowej warto myśleć o nim dużo wcześniej.

Powierzchnia prawidłowo funkcjonującej skóry ma odczyn kwa­śny. Takie środowisko wpływa m.in. na aktywność enzymów uczestniczących w powstawaniu ceramidów oraz reguluje fizjo­logiczne złuszczanie warstwy rogowej [13]. Przy wzroście pH zwiększa się aktywność części proteaz uczestniczących w roz­kładzie korneodesmosomów, czyli struktur odpowiadających za połączenie korneocytów ze sobą, co może pogarszać spój­ność warstwy rogowej. Dodatkowo zbyt wysokie pH może również zaburzać działanie enzymów uczestniczących w pra­widłowym przetwarzaniu lipidów [13].

Czy w takim razie docelowe pH każdego kosmetyku powinno mieścić się w zakresie 5,0–5,5? Niekoniecznie. W badaniu Hawkins i wsp. wykazano, że w określonych formulacjach my­jących opartych głównie na anionowych środkach powierzch­niowo czynnych obniżenie pH nie przekładało się automatycznie na większą łagodność [14]. Oznacza to, że sam kwaśny odczyn nie przesądza jeszcze o sposobie, w jaki produkt będzie oddzia­ływał ze skórą. pH trzeba więc oceniać zawsze w kontekście całej formulacji, a nie jako niezależny wyznacznik łagodności.

pH wpływa przecież nie tylko na skórę – może zmieniać stopień jonizacji i rozpuszczalność składników, skuteczność układu kon­serwującego, lepkość czy stabilność chemiczną poszczególnych surowców. Co z tego, że ustawi się wartość idealnie zgodną z fi­zjologią skóry, jeżeli w takich warunkach ważny składnik recep­tury zacznie tracić stabilność?

Z tych wszystkich względów docelowe pH powinno wynikać z kompromisu pomiędzy fizjologią skóry, a wymaganiami kon­kretnej formulacji. Sama liczba 5,0 czy 5,5 na specyfikacji nie jest jeszcze gwarancją łagodności kosmetyku.

Osłabiona bariera hydrolipidowa a przenikanie substancji

Jedną z konsekwencji pogorszenia funkcji bariery hydrolipidowej jest wzrost jej przepuszczalności. Ma to szczególne znaczenie, ponieważ skóra stanowi pierwszą linię ochrony organizmu przed czynnikami zewnętrznymi, a osłabienie bariery nie sprowadza się wyłącznie do większej utraty wody. Z formulacyjnego punktu widzenia oznacza również zmianę warunków, w jakich substan­cje aplikowane na powierzchnię skóry kontaktują się z warstwą rogową i mogą przez nią przenikać.

Dobrze widać tę zależność w atopowym zapaleniu skóry (AZS), gdzie zaburzenie funkcji barierowej i zwiększona absorpcja przez skórę są bardzo dobrze udokumentowane [15]. Oczywiście AZS jest znacznie bardziej złożonym problemem niż samo uszko­dzenie bariery hydrolipidowej, jednak dobrze ukazuje ogólną zależność: im słabsza funkcja bariery, tym ostrożniej należy podchodzić do tego, co dodatkowo na nią nakładamy. Nie ozna­cza to również, że każdy składnik zaczyna nagle przenikać przez uszkodzoną skórę w takim samym stopniu. Nadal ogromne zna-czenie mają jego masa cząsteczkowa, właściwości fizykoche­miczne czy stężenie. Zmienia się natomiast punkt wyjścia – skóra o zwiększonej przepuszczalności może mieć mniejszy margines tolerancji dla części składników receptury.

Dlatego w produktach kierowanych do skóry z osłabioną barierą hydrolipidową warto krytycznie spojrzeć na wszystko, co nie jest rzeczywiście potrzebne do osiągnięcia głównego celu produktu. Intensywna kompozycja zapachowa, promotory przenikania czy nadmiernie rozbudowany pakiet dodatkowych substancji aktywnych mogą mieć sens w innych formulacjach, jednak w pro- dukcie przeznaczonym przede wszystkim do wyciszenia i wsparcia bariery ich obecność powinna być bardzo dobrze uzasadniona, a w wielu przypadkach lepszym rozwiązaniem będzie po prostu z nich zrezygnować.

Minimalizm nie oznacza przy tym krótkiego INCI. Dobrze za- projektowany kosmetyk może zawierać kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt surowców, pod warunkiem, że każdy z nich pełni potrzebną funkcję. Chodzi raczej o odpowiednią hierarchię celów: jeżeli podstawowym zadaniem produktu jest wsparcie osłabionej bariery, pozostałe decyzje formulacyjne powinny być temu podporządkowane.

Skóra nie czyta pojedynczych składników z INCI

W przypadku produktów ukierunkowanych na wsparcie bariery hydrolipidowej bardzo łatwo skupić się na tym, co znajduje się w INCI. Tymczasem z perspektywy R&D równie ważne jest to, co dzieje się pomiędzy poszczególnymi składnikami już po ich połączeniu.

Ceramid nie staje się automatycznie skuteczny tylko dlatego, że został dodany do receptury, olej bogaty w kwas linolowy nie jest bezpośrednim zamiennikiem wolnego kwasu linolowego, fito- sterol nie jest po prostu roślinną wersją cholesterolu, a emulgator zdolny do tworzenia ciekłych kryształów nie gwarantuje powstania tej samej struktury w każdej formulacji. Nawet pH idealnie wpisujące się w fizjologiczny zakres skóry nie uratuje źle zaprojektowanego produktu. Dlatego kosmetyku wspierającego barierę hydrolipidową nie powinno się projektować jako zbioru pojedynczych składników. Liczy się cały skład – proporcje, postać surowców, struktura produktu, proces technologiczny, pH, stabilność i wreszcie rzeczywiste potrzeby skóry, dla której produkt powstaje.

Główny wniosek i myśl, która powinna towarzyszyć technologom? Skóra nie czyta listy składników. Dostaje gotowy produkt – ze wszystkimi decyzjami, które podjęto podczas jego projektowania. I oby tych dobrych decyzji było po stronie receptury jak najwięcej.

Dodatkowe informacje

Artykuł opublikowany w kwartalniku Świat Przemysłu Kosmetycznego 3/2026

Autorzy

  • mgr inż. Katarzyna Chrustowska

    Technolog Kosmetyków
Świat przemysłu kosmetycznego
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.