Badania i rozwój
Koreańska pielęgnacja w polskiej kosmetyczce
maginific
Kosmetyki koreańskie podbiły serca wielu Polek i nie ulega wątpliwości, że nie jest to kwestia przypadku czy chwilowej mody. Na ich sukces złożyło się wiele czynników: charakterystyczny koncept pielęgnacyjny, filozofia piękna i zdrowia skóry, egzotyka produktów pochodzących z drugiego końca świata, odmienność od znanych nam europejskich rozwiązań, przemyślany marketing, interesujące postaci oraz innowacyjne podejście do recepturowania. To jednak tylko fragment znacznie większej układanki. Temat koreańskiej pielęgnacji jest na tyle szeroki, że z powodzeniem można by poświęcić mu obszerną publikację, a nawet książkę. W tym artykule przyjrzymy się jednak kilku wybranym aspektom, przede wszystkim z perspektywy recepturowej.
Okiem technologa – spojrzenie ogólne
Co jako pierwsze zwraca uwagę, gdy przyglądamy się koreańskim markom kosmetycznym? Przede wszystkim wyraźne skupienie na dwóch obszarach: niedoskonałościach i problemach trądzikowych oraz pielęgnacji anti-aging. Kolejnym istotnym elementem jest nacisk na skuteczność. W recepturach często pojawiają się składniki stosowane w wysokich stężeniach, których zadaniem jest zapewnienie wyraźnych i stosunkowo szybko zauważalnych efektów. Koreańskie podejście nie unika również wieloskładnikowości – receptury mają odpowiadać na konkretne potrzeby skóry i dostarczać jej możliwie szerokiego spektrum korzyści. Trzecim elementem, którego nie sposób pominąć, jest sensoryka. W koreańskich kosmetykach odgrywa ona niezwykle ważną rolę. Liczy się nie tylko to, co produkt robi ze skórą, ale również to, jakie odczucia towarzyszą jego stosowaniu. Dlatego koreańscy formulanci chętnie sięgają po surowce pozwalające, uzyskać charakterystyczne, często wręcz niezwykłe tekstury i wykończenie. Naturalność nie zawsze jest tu nadrzędnym kryterium – jeśli określony składnik pozwala osiągnąć pożądany efekt sensoryczny, jego zastosowanie może być w pełni uzasadnione.
Czym różni się koreański styl formulacyjny od europejskiego?
Na początku warto podkreślić, że cel jest w obu przypadkach bardzo podobny: stworzenie produktu, który będzie skuteczny, bezpieczny i zapewni skórze widoczne korzyści. Różnica tkwi przede wszystkim w sposobie dochodzenia do tego celu – w podejściu do formulacji, komunikacji składników oraz budowania całego doświadczenia związanego z produktem. Co ciekawe, zaplecze surowcowe Azji i Europy w dużej mierze się przenika. Współczesny rynek surowców kosmetycznych jest globalny, a producenci z obu regionów wzajemnie korzystają ze swoich innowacji. Geograficzna odległość ma dziś znacznie mniejsze znaczenie niż jeszcze kilkanaście lat temu. Dlatego w koreańskich recepturach bez trudu znajdziemy surowce produkowane w Euro-pie, podobnie jak europejskie marki coraz chętniej sięgają po składniki opracowane i produkowane w Azji. O różnicach między koreańskim a europejskim stylem formulacyjnym decyduje więc nie tyle sam dostęp do surowców, ile przede wszystkim sposób ich wykorzystania, łączenia i przedstawienia konsumentowi.
Patrząc bardzo ogólnie, można zauważyć, że styl wielu koreańskich marek opiera się na wyrazistym tzw. hero składniku – substancji, której przypisuje się główne działanie produktu i wokół której budowana jest jego komunikacja. Oczywiście istnieją również marki stosujące zupełnie inne podejście, jednak pełna analiza wszystkich modeli komunikacyjnych wymagałaby znacznie szerszego opracowania. Koreańskie kosmetyki można więc w pewnym uproszczeniu uporządkować według czytelnego klucza, łączącego określone działanie z rozpoznawalnymi i od lat obecnymi w kosmetologii składnikami:
- wygładzenie i niedoskonałości – niacynamid, kwas azelainowy, drzewko herbaciane
- anti-wrinkle – retinol/retinal i peptydy
- moisturizing – kwas hialuronowy i kolagen
- przebarwienia i glow – witamina C, glutation, niacynamid
- redukcja zaczerwienienia – wąkrotka i pantenol
- bariera skórna – ceramidy
- lifting – PDRN, peptydy
Taki sposób konstruowania produktu jest niezwykle czytelny dla konsumenta: jeden składnik lub grupa składników staje się jego głównym bohaterem, a pozostałe elementy receptury wspierają deklarowane działanie.
Równie interesująca jest sama konstrukcja formulacji. W wielu koreańskich produktach można dostrzec powtarzające się rozwiązania recepturowe, które pozwalają jednocześnie osiągnąć kilka kluczowych, wysoko cenionych przez konsumentów cech. Należą do nich przede wszystkim przyjemna i charakterystyczna sensoryka, odpowiednia stabilność produktu w czasie, długotrwałe nawilżenie, ograniczenie widoczności rumienia oraz odczuwalne działanie pielęgnacyjne. To właśnie umiejętne połączenie tych elementów sprawia, że koreańska formulacja nie koncentruje się wyłącznie na samym składniku aktywnym. Rów-nie ważne staje się to, jak produkt zachowuje się na skórze, jak jest odbierany podczas aplikacji i jakie doświadczenie pozostawia po zastosowaniu.
Oto ulubiony przez koreańskich formulatorów układ surowcowy:
1. Kluczowy składnik marketingu i skuteczności (który niekoniecznie jest nowością) użyty w odpowiednim stężeniu, często dość wysokim, aby efekty były szybko zauważalne.
2. Obudowanie surowcami nawilżającymi o głębokim działaniu, należącymi do rodziny glikoli (dyżurny jest glikol butylenowy, a następnie stłoczone w różnych proporcjach: glikol propylenowy, pentylenowy, heksylenowy i propanediol).
3. Obudowanie składnikami łagodzącymi.
4. Stabilizacja i przyjemna konsystencja dwoma lub trzema zagęstnikami akrylanowymi.
5. Wykończenie welwetowym elastomerem silikonowym, dimetikonem i bardzo lekkim emolientem (jeśli jest to emulsja).
W Europie produkty często konstruuje się nieco inaczej. Zamiast koncentrować komunikację wokół jednego hero składnika, marki chętnie budują całe kompleksy składników aktywnych, które stają się istotnym elementem zarówno koncepcji produktu, jak i jego komunikacji marketingowej. Składniki bywają dobierane nie tylko ze względu na swoje właściwości, ale również pod kątem spójności z wizualnym językiem marki. Przykładem mogą być ekstrakty roślinne, których kolor koresponduje z charakterystycznym kolorem opakowania czy identyfikacji wizualnej produktu. Innym popularnym rozwiązaniem jest wyeksponowanie na etykiecie dwóch–trzech kluczowych składników wraz z deklarowanym stężeniem. W europejskiej branży kosmetycznej wciąż obserwujemy również swoisty wyścig surowcowy – poszukiwanie kolejnych, bardziej innowacyjnych, unikalnych czy „mocniejszych” składników, które pozwolą produktowi wyróżnić się na tle konkurencji. Oczekiwanie klientów na nowości jest podsycane na różne sposoby:
- przez oleje i ekstrakty z dalekich regionów świata: Nowa Ze-landia, Argentyna, Japonia
- koncepcje kompleksów aktywnych o różnym działaniu, np. przeciwtrądzikowym
- coraz wyższe stężenia składników (30% witaminy C, 50% mocznika)
- szybkie wdrażanie nowych składników przez wiele marek jednocześnie, które szybko wychodzą z mody (są jak fajerwerki, np. witamina B12, bakuchiol, egzosomy)
- poszczególne marki próbując się wyróżnić, stosują negatywny marketing – dyskredytują składniki, które subiektywnie uważają za negatywne lub szkodliwe, a które są bezpieczne i dopuszczone do użycia przez rozporządzenie o produktach kosmetycznych (np. Cocamidopropyl Betaine, silikony)
W tym kontekście technolodzy i marketingowcy mają ogromne, ale bardzo trudne pole do popisu.
Naturalność
W Europie i w Polsce, naturalność odgrywa bardzo istotną rolę w projektowaniu produktów kosmetycznych. Na rynku koreańskim ten kierunek nie jest eksponowany w tak jednoznaczny sposób. Duże znaczenie mają tam również skuteczność produktu, jego sensoryka oraz praktyczność stosowania.
Nie oznacza to jednak, że kosmetyki o wysokim stopniu naturalności są w Korei rzadkością. Na targach Cosmobeauty Seoul można zobaczyć wiele nieco mniejszych firm, których jeszcze w Polsce nie znamy, ale można śmiało powiedzieć, że większość z nich miała w swojej ofercie produkty o wysokim stopniu naturalności [obserwacja własna autorki]. Firmy, którym udało się wejść na rynki zagraniczne, w tym do Polski, mają wypracowany kompromis między tym, co naturalne, a tym, co przyjemne sensoryczne i praktyczne w użyciu.
Na podstawie asortymentu drogerii w dziale pielęgnacji koreańskiej oraz własnych obserwacji autorki można wysnuć następujący wniosek: Polki chętnie przyjęły i wdrożyły produkty do mycia, toniki, różne serum, wilgotne płatki i maski. Jednak w znacznie mniejszym stopniu przyjęły emulsje, czyli kremy. Najprawdo-podobniej wynika to z różnicy w potrzebach i zachowaniu skóry. Dla młodej cery trądzikowej kremożele redukujące niedoskonałości będą strzałem w dziesiątkę, jednak dla dojrzałej skóry nawet kremy liftingujące są zbyt lekkie.

Uwaga na niacynamid
Warto zwrócić uwagę na fakt wszechobecności niacynamidu w kosmetykach z Korei. Jest to ważne w kontekście wielu warstw różnych kosmetyków i ilości niacynamidu nagromadzonego na powierzchni skóry. Nie jesteśmy w stanie ocenić jego rzeczywistego stężenia, a zatem i bezpieczeństwa. Może to doprowadzić do sytuacji, w której zamiast pomóc, spowoduje podrażnienie. Niacynamid ze względu na swoje szerokie dobroczynne działanie

pielęgnacyjne stosowany jest jako czynnik wzmacniający efekty wielu formulacji. Analiza składów potwierdza ten fakt: nawet jeśli na etykiecie produktu nie ma wymienionego surowca jako elementu marketingowego, to z dużym prawdopodobieństwem znajduje się on w Ingredients.
Ulubione postaci kosmetyków
Nie będzie przesadą powiedzenie, że pierwsze skrzypce w pielęgnacji koreańskiej grają szeroko pojęte maski w płachcie. Widać to w Korei i widać to w Polsce, gdzie wielkość regału samych tylko masek rozmiarem niemal odpowiada regałowi z pielęgnacją włosów. Na drugim miejscu znajdują się serum – chodzi o jednofazowe serum na bazie wody, nie emulsje. Na trzecim miejscu znajdują się pianki i żele do mycia twarzy.Na czwartym miejscu znajdują się podkłady z poduszeczką.Na piątym miejscu znajdują się kremy z filtrami przeciwsłonecznymi – aktualnie na topie są hybrydy, kremy UV deklarujące dodatkowe działanie: nawilżanie, łagodzenie, chłodzenie, lifting (SPF z PDRN). Tutaj naturalność nie ma znaczenia, liczy się lekkie, nietłuste wykończenie.
Upragniony glow
W wielu reklamach koreańskich kosmetyków, a także w przestrzeni medialnej widzimy modelki i aktorki, którym zazdrościmy wilgotnego połysku na skórze. Polki, podobnie jak większość kobiet na świecie, pragną mieć gładką, jednorodną skórę ze zdrowym efektem glow. Jednak osiągnięcie go jest wypadkową szeregu różnych działań, takich jak prawidłowa pielęgnacja na każ-dym jej etapie, zabiegi w gabinecie, dieta i styl życia, a czasem również makijaż. Niestety żaden krem ani maska, ani serum stosowane samodzielnie nie dadzą nam przedłużonego efektu wilgotnego glow. Czasem da się go uzyskać odpowiednim emolientom o wysokim indeksie refrakcji i drobinami rozświetlającymi. Wilgotny glow wynika ze związania dużej ilości wody przez składniki o takich właściwościach. Trzeba jednak zdać sobie sprawę, że idzie to w parze z sensorycznym efektem lepienia na skórze, którego Polki nie tolerują. Zatem można by rzec, że jest to klasyczny dylemat: nie można mieć ciastka i zjeść ciastka. Albo mamy wilgotny glow, ale lekko lepką skórę, albo lepienia nie ma, ale perfekcyjny glow jest znacznie mniejszy lub znika.
Szare eminencje
Gdyby podsumować, które składniki są rzeczywiście szczególnie cenione w koreańskich formulacjach, warto zwrócić uwagę na surowce pełniące funkcję swoistych „szarych eminencji”. Choć ze względu na mało atrakcyjne INCI nie należą do najbardziej nośnych marketingowo, odgrywają istotną rolę w warstwie formulacyjnej. Mowa przede wszystkim o glikolach. Po nich przez długi czas nie ma nic, a następnie jest niacynamid, akrylany i silikony. Jest to zestaw często spotykany (oczywiście z wieloma wyjątkami) w produktach z tego kraju. Na tyle charakterystyczny, że pozwala odróżnić je od produktów z Japonii czy USA, konstruowanych według wyraźnie odmiennych założeń formulacyjnych.
Co jeszcze przed nami
Przed polską klientką powoli zaczyna się nowe widowisko kosmetyczne, a mianowicie wejście urządzeń beauty do prywatnej łazienki. Nadchodzi czas intensywnego przenoszenia urządzeń gabinetowych do zacisza domowego. Rozwój pielęgnacji nie idzie w stronę kolejnych składników (a przynajmniej ta gałąź ze względu na wyeksploatowanie surowcowe bardzo wyhamowała) lub nowych postaci kosmetyku (ograniczenia na linii budżetu, możliwości surowcowych i zwyczajnie pomysłowości), a w stronę lepszego wykorzystania osiągnięć chemii kosmetycznej. Chodzi o lepszą dostępność składników poprzez stosowanie światła czerwonego, podciśnienia (zasysanie skóry jak bańką), mikroprądów, wibracje, itp. Marki wzbogacają swoją ofertę o urządzenia beauty uzupełniające działanie ich kosmetyków.
Polki polubiły nie tylko same produkty, ale całą koncepcję i styl koreańskiej pielęgnacji, w której największy nacisk kładzie się na zdrowie skóry. Nawet jeśli nie udało nam się pozbyć wszystkich zmarszczek, którym każdego dnia przyglądamy się niechętnie, efekt wizualny, jaki dają te kosmetyki, jest bardzo satysfakcjonujący. Przywrócenie dobrostanu w wielu obszarach (nawilżenie, ukojenie i wsparcie mikrobiomu) sprawia, że nasza cera zaczyna wyglądać promiennie i świeżo, i to właśnie za ten efekt Polki pokochały K-beauty.
Dodatkowe informacje
Artykuł opublikowany w kwartalniku Świat Przemysłu Kosmetycznego 3/2026