Tworzywa sztuczne. Recykling. Monomateriałowość – kiedy technologia wyprzedza legislację…

Kategoria: Opakowania
6 min. czytania

Już w przypadku opakowań spożywczych i kosmetycznych wydawać by się mogło, że tu wszystko jest plastikiem i to w zasadzie jednym i tym samym. Jednak to znowu nie takie oczywiste, bo butelki na napoje to PET, ale już butelki na np. zmywacz do paznokci to najczęściej HDPE. Jogurt zapakowany może być w PP, czyli polipropylen, natomiast jedzenie na wynos w styropian, czyli polistyren (PS). Możemy mieć też do czynienia z polichlorkiem winylu (PVC), który ma coraz gorszą renomę z racji uwalniania bardzo toksycznych substancji do atmosfery, pod wpływem wysokiej temperatury.

Tworzywa sztuczne to w sumie ponad 100 różnych materiałów, które dodatkowo można łączyć w kompozyty lub laminaty, dodawać substancje wzmacniające, barwić, uszlachetniać lub uelastyczniać, powodować niepalność lub odporność na promienie UV. Każde z tworzyw różni się od siebie składem chemicznym i właściwościami. Producenci dóbr szybko zbywalnych starają się dopasować materiał do opakowywanego produktu, odpowiadając na szereg pytań, jakie zabezpieczenie jest konieczne, jak długo i w jakich warunkach oraz, przede wszystkim, jaki produkt będzie przechowywany. Jak zbilansować cenę opakowania, a jednocześnie móc wykazać dbałość o ekologię…

Jedno opakowanie – cały przegląd oferty branży plastikowej!

Czasami są sytuacje, że jedno tworzywo to za mało! Nawet w niewielkich, ale skomplikowanych technologicznie produktach, jakimi są dozowniki czy atomizery znajdziemy kilka rodzajów tworzyw. Nawet woreczek foliowy na np. zapas mydła, czy mrożonki to najczęściej co najmniej dwa rodzaje tworzywa, a jeśli dochodzi do tego etykieta, to trzy.

O ile zamknięcia można „rozebrać” i przekonać się o tym, że są tam drobne elementy, które na pierwszy rzut oka się od siebie różnią, na przykład uszczelka jest elastyczna, główka sztywna i stosunkowo masywna, a rurka giętka, o tyle w przypadku folii, z której zrobiony jest worek na mydło, nie dowiemy się bez odpowiednich przyrządów laboratoryjnych, co tam w środku tkwi… A tkwią co najmniej trzy warstwy PET z PE, PA z PE, a czasami dodany jest jeszcze papier. Są to warstwy zgrzewalne i warstwy barierowe plus ewentualnie warstwy dekoracyjne. To wszystko tworzy laminat, czyli ciasno zestawione lub sklejone ze sobą różne tworzywa, które tworzą jedność. A można prościej?… chciałoby się zapytać… Można, ale będzie trudniej i drożej! O tym w dalszej części tekstu… Plastiki różnią się zatem od siebie właściwościami fizycznymi, chemicznymi, a koniec końców tym, jak mogą skończyć i w jakim towarzystwie.

Wish-cyckling, czyli (teoretycznie) wszystko można zrecyklingować!

Odmieniany przez wszystkie przypadki recykling jest prosty i nie jest prosty zarazem.  Większość tworzyw sztucznych nadaje się do ponownego przetworzenia. W warunkach laboratoryjnych zrobić można bardzo dużo i sprawnie, mniej już w warunkach przemysłowych. Tu najważniejsza jest opłacalność całego procesu – finansowa, ale też ekologiczna, żeby nie okazało się, że na odzyskanie surowca marnujemy więcej energii i wody, niż na wytworzenie nowego. Jednym z najtrudniejszych etapów jest segregacja odpadów. Częściowo została ona przeniesiona na konsumentów. Wstępnie podzielone frakcje odpadowe trafiają na sortownie, gdzie sortery mechaniczne, optyczne oraz ludzki wzrok rozdzielają od siebie odpady i segregują je do dalszej obróbki.

Co się recyklinguje?

Najbardziej wdzięcznym tworzywem, jeśli chodzi o odsortowanie oraz o przetwarzanie jest PET. HDPE jest natomiast najbardziej wartościowy. Najlepszym przykładem są butelki po wodzie (PET) i nakrętki od tych butelek (HDPE), które zbierane selektywnie są najczęściej utylizowanym odpadem z naszego krajobrazu.  Dlaczego tylko to, skoro od lat ’70 ubiegłego wieku propagowane było hasło, że zrecyklingować można każde tworzywo sztuczne? Skąd nagle coraz głośniej robi się o tym, że się nie da, że produkujemy za dużo śmieci, a plastik nam zagraża? Skąd ten boom?

Do roku 2017 Chiny były „śmietnikiem” Europy i USA. My, jako obywatele krajów rozwiniętych, byliśmy dzięki temu spokojni, że faktycznie wszystko trafia do ponownego użytku w nowej formie. Kontenerowce odpływały z europejskich portów ze śmieciami, a w zamian zostawiały certyfikaty, że zostały one zrecyklingowane. Kiedy jednak Chiny zaczęły szukać przyczyn smogu w swoich miastach, zrozumiały, że skupowane z różnych kontynentów śmieci tylko w części trafiają do recyklingu – te najbardziej wartościowe, a reszta jest spalana i to w niekontrolowany sposób, zatruwając tym samym powietrze, powodując astmę, raka i choroby endokrynologiczne. Władze chińskie, znane z umiejętnego liczenia pieniędzy, położyły na szalach: zarobek płynący z tej formy recyklingu oraz zdrowie obywateli, a cynicznie mówiąc, obywateli, jako siły roboczej. Z tych kalkulacji wynikło, że to jednak czyste powietrze i zdrowy obywatel są bardziej wartościowi od „śmieciowych dolarów”. Zakazano sprowadzania odpadów zewsząd!

Europa i Stany Zjednoczone stanęły przed ogromnym problemem znalezienia rozwiązania na własne odpady, gdyż w czasie, kiedy Chiny je odbierały nikt na tych dwóch kontynentach nie rozwijał infrastruktury recyklingowej, która mogłaby przerobić 100% produkowanych odpadów. Od sześciu lat mamy bardzo nerwowe ruchy legislacyjne, których celem jest ograniczenie powstających odpadów (bezskuteczne!), rozbudowanie infrastruktury recyklingującej odpady (bezskuteczne!), poszukiwanie alternatywnych materiałów opakowaniowych (marginalne!). Jedynie, co władzom udaje się zrobić skutecznie to nakładać kolejne obostrzenia, wykluczenia i wymagania, działając zza biurka, bez konfrontacji z rzeczywistością co zawsze jest niebezpieczne. W prawdziwym życiu recyklinguje się wąską grupę odpadów. Mało kto też zdaje sobie sprawę, że do recyklingu nie może trafić plastik jako taki. Jeśli wrzucony zostałby cały „żółty worek” to nie uzyskalibyśmy wartościowego recyklatu, a jedynie breję bez możliwości stworzenia z niej czegokolwiek nowego.

Recyklingować można ze sobą identyczne materiały, czyli właśnie wspomniane butelki PET, jako jeden strumień, nakrętki HDPE, jako oddzielny. Różnych warunków wymagają różne materiały oraz różnych właściwości się od nich oczekuje. Istnieją natomiast tworzywa, które się w recyklingu lubią, ale pod warunkiem, że jednego z nich jest niewiele w stosunku do większości tego pierwszego. I tak, jak do strumienia HDPE trafi niewiele PP to nie stanie się nic złego, ale jeśli do PETa miałoby coś wpaść to ponownie wykonana butelka mogłaby być nieszczelna, rozwarstwiająca się lub mało elastyczna. Największym ułatwieniem dla recyklerów byłoby ograniczyć się w produkcji opakowań do stosowania jednego tworzywa z ew. marginalnym dodatkiem innego, które może współgrać w recyklingu.

I tu wchodzi monomateriałowość! Czym jest i czemu może być ekonomicznie i ekologicznie uzasadniona?

Ekoprojektowanie opakowań z uwzględnieniem ograniczeń w ilości polimerów to spore ułatwienie dla sortowni w procesie kierowania odpadów do odpowiedniego strumienia recyklingu. Opakowanie kremu do twarzy w Airless’a wykonanego z polipropylenu z dodatkiem metalowej sprężyny, którą usunie się przy pomocy magnesu, daje szanse na drugie życie plastiku. Jeśli byłoby to opakowanie, w którego składzie byłoby np. 6 różnych, połączonych ze sobą tworzyw, nadzieja na to, że ktoś na sortowni oddzielałby od siebie drobne elementy jest złudna. Podobnie z laminatem foliowym. Jeśli zestawimy ze sobą trzy warstwy polipropylenu, o różnej grubości, możemy mieć nadzieję, że sorter ją wyłapie i pozwoli na powrót do obiegu. Produkty oznaczone numerem 5 (PP), a dodatkowo z zakodowaną informacją w etykiecie o składzie materiałowym to szansa na odzysk tworzywa.

Ekoprojektowanie wymaga ogromnej wiedzy materiałowej. Wymaga też wiedzy na temat schematów działania sortowni, możliwości kodowania składów tworzyw i wiedzy na temat tego, co można przetworzyć. Zbyt odchudzone opakowania, nawet z monomateriałów, mogą okazać się destrukcyjne dla sortowni. Cienkie torebki foliowe oblepiają Produkcja rozdrabniające tworzywa, blokując cały proces i zwiększając jego koszty o czyszczenie i wstrzymanie prac.

Dobrej jakości opakowanie wykonane z jednego tworzywa, bez ciemnych koloryzacji czy uszlachetnień drukarskich to jedna z metod na ekologiczne pozostanie opakowania w obiegu. Z dobrej jakości opakowań po żywności mogą zostać wyprodukowane materiały budowlane, rury, osłonki do kabli, bez których nie wyobrażamy sobie funkcjonowania naszych miast. O tym też rzadko się myśli w kontekście tworzyw sztucznych. Plastik od lat 50. ubiegłego wieku stanowi fundament naszego funkcjonowania. Systemowe zaniedbania  wynikające z przeniesienia odpowiedzialności na innych za posprzątanie odpadów muszą zostać nadrobione. Z nadzieją patrzymy na rozwój i upowszechnienie recyklingu chemicznego, ale też odzysku cieplnego. Najwyższa chyba pora, żeby zwolennicy GOZ pogodzili się z faktem, że nie przerobimy wszystkich odpadów, a część, zamiast zalegać na wysypiskach, powinna być spalona w kontrolowanych warunkach.

Jako branża kosmetyczna powinniśmy mieć bieżącą wiedzę na temat tego, które materiały są faktycznie recyklingowane w naszym regionie i planując opakowanie brać to pod uwagę. Jeśli recyklingowany jest PET, skupmy się na butelkach do balsamów, szamponów właśnie z tego tworzywa. Jeśli HDPE, złóżmy zapytania dostawcom na opakowania z tego tworzywa. Alternatywą może być szkło lub aluminium, które mają wiele wad, ale też zalet. Mogą się w pewnych sytuacjach okazać lepszym rozwiązaniem, niż wielomateriałowy plastik.

Artykuł został opublikowany w kwartalniku "Świat Przemysłu Kosmetycznego" 2/2023